Lekarka ostrzega po hicie Taco Hemingwaya. „Taki trend jest niebezpieczny”
Jedna linijka z piosenki wystarczyła, by wywołać prawdziwą apteczną gorączkę. Lek znany z utworu Taco Hemingwaya z dnia na dzień stała się obiektem popkulturowej fascynacji, a lekarze biją na alarm: to nie niewinna moda, lecz potencjalnie groźny trend.
Tekst Taco Hemingwaya wywołał apteczny efekt domina. Modny gadżet
Wszystko zaczęło się od utworu „Zakochałem się pod apteką” i wersów: „Idę rano po Solpadeinę, stoi postać, jej głowa jest w dymie”. Nikt nie przewidział, że ten fragment aż tak wbije się w głowy słuchaczy, a potem przełoży na realne zachowania. Tymczasem w ciągu kilku tygodni od premiery piosenki lek zaczął znikać z aptek w całej Polsce. Zjawisko szybko zauważyli zarówno farmaceuci, jak i pacjenci, którzy coraz częściej zgłaszają problem z dostępnością preparatu.
Oliwy do ognia dolały media społecznościowe. TikTok zapełnił się nagraniami, na których młodzi użytkownicy pokazują Solpadeinę nie jako środek leczniczy, lecz element stylu życia inspirowany twórczością rapera. W komentarzach pojawiają się głosy zaniepokojenia. „Lek zniknie z aptek i podrożeje. A potem osoby, które naprawdę go potrzebują, muszą płacić więcej, bo jakiś Taco powiedział to słowo w piosence” — piszą internauci.
Lekarka ostrzega: Taki trend jest niebezpieczny
Na rosnącą popularność leku zareagowali eksperci. W rozmowie z Plotkiem lekarka rodzinna Magdalena Krajewska nie ukrywa obaw. „Po nagłym wzroście zainteresowania Solpadeine warto jasno powiedzieć: to lek doraźny z kodeiną, paracetamolem i kofeiną, nie do regularnego stosowania. Taki trend jest niebezpieczny, bo zwiększa ryzyko uzależnienia od opioidów, bólu z nadużywania leków (MOH) oraz uszkodzenia wątroby (paracetamol, zwłaszcza z alkoholem)” — tłumaczy specjalistka. Podkreśla przy tym, że samodzielne sięganie po preparat sprzyja utrwalaniu błędnych nawyków leczenia bólu głowy i pogarsza kontrolę objawów.
Najbardziej stanowcza opinia lekarki dotyczy samego użycia nazwy leku w piosence. „Rozumiem swobodę artystyczną, ale uważam, że w kulturze masowej nie powinno się wymieniać konkretnych marek leków ani »romantyzować« ich działania. To działa jak niezamierzona reklama i zachęca do eksperymentowania z preparatami, które w nieodpowiednich rękach mogą zrobić więcej szkody niż pożytku” — oceniła Magdalena Krajewska.
Na koniec ekspertka zwraca uwagę na odpowiedzialność twórców. „Popkultura ma ogromny zasięg. Warto go wykorzystać do promowania rozsądnych wyborów zdrowotnych, a nie do budowania popularności konkretnych produktów”.